Dyskusja wokół nowych zasad żywienia dzieci bardzo szybko została sprowadzona do hasła „dieta planetarna” i pytania: czy dzieciom zabiera się mięso i każe jeść fasolę? Tymczasem rzeczywiste założenia zmian są znacznie szersze.
Przede wszystkim warto doprecyzować, że mówimy o Rozporządzeniu Ministra Zdrowia z 16 lutego 2026 r., obowiązującym od 1 września 2026 r. Przepisy nie wprowadzają diety wegańskiej. W jadłospisie nadal pozostają mięso i ryby, natomiast pojawia się obowiązek większej różnorodności oraz regularnego uwzględniania produktów roślinnych. Ministerstwo wskazuje m.in. jeden pełnowartościowy posiłek oparty na strączkach w tygodniu, co najmniej jeden obiad z rybą oraz dwa obiady z daniem przygotowanym ze świeżego mięsa.
Jako Dietetyk oceniam sam kierunek zmian pozytywnie.
Nie dlatego, że każde dziecko powinno przejść na „dietę planetarną”, ale dlatego, że od wielu lat mamy rzeczywisty problem z jakością żywienia dzieci. W materiałach szkoleniowych i informacyjnych zwracam uwagę m.in. na skalę nadmiernej masy ciała oraz na to, że stołówka szkolna jest dla wielu dzieci jednym z najbardziej regularnych posiłków w ciągu dnia. Szkoła nie jest więc neutralnym środowiskiem żywieniowym – poprzez codzienną dostępność produktów kształtuje również preferencje i nawyki.
Korzyścią nowych przepisów jest przede wszystkim podniesienie jakości całego jadłospisu, a nie samo ograniczenie mięsa. Więcej warzyw, owoców, produktów pełnoziarnistych i strączków oznacza większą podaż błonnika, witamin i składników mineralnych. Ograniczenie produktów wysokoprzetworzonych, nadmiaru cukru, soli oraz smażenia jest zgodne z kierunkiem współczesnej profilaktyki chorób dietozależnych. Nowe przepisy dodatkowo wymuszają odnoszenie jadłospisu do aktualnych norm żywienia i bardziej świadome bilansowanie energii zamiast planowania posiłków wyłącznie „na oko”.
To szczególnie ważne, ponieważ według Ministerstwa Zdrowia nawet 80% dzieci w Polsce nie spożywa rekomendowanej ilości warzyw i owoców. Badania dotyczące polityki żywieniowej w szkołach również wskazują, że dobrze wdrażane standardy mogą poprawiać spożycie owoców i warzyw oraz jakość diety dzieci. Nie jest więc prawdą, że regulowanie środowiska szkolnego „nic nie daje”.
Jednocześnie rozumiem problem który się coraz częściej pojawia. Jeżeli dziecko nie zjada obiadu i wraca do domu głodne, nie możemy odpowiedzieć rodzicowi: „ale przecież posiłek był zdrowy”. Posiłek, który pozostaje na talerzu, nie spełnia swojej funkcji żywieniowej.
I tutaj moim zdaniem znajduje się sedno całej dyskusji.
Problemem nie są strączki. Problemem może być sposób ich wprowadzenia.
Soczewica nie musi oznaczać miski rozgotowanej soczewicy. Z ciecierzycy, fasoli czy soczewicy można przygotować sos boloński, pulpety, kotleciki, pasty, kremowe zupy, curry czy łagodne gulasze – dania technologicznie możliwe do wykonania również w żywieniu zbiorowym.
Uważam, że dotykamy tu nie tyle porażki nowych przepisów, ile problemu przygotowania części placówek do ich wdrożenia. Personel otrzymał informacje dotyczące tego, „co wolno, czego nie wolno i co trzeba”, ale zabrakło konkretnych receptur oraz praktycznego przygotowania kuchni.
I właśnie tutaj widzę największe wyzwanie.
Nowe przepisy mogą przynieść bardzo dużo korzyści, ale intendent i kuchnia muszą otrzymać narzędzia: receptury, szkolenie z bilansowania, umiejętność czytania etykiet, zamienniki produktów oraz rozwiązania pozwalające zmienić jadłospis bez dramatycznego zwiększania kosztów i nakładu pracy.
Nie powinniśmy więc pytać: „mięso czy fasola?”
Powinniśmy pytać:
Jak stworzyć szkolny obiad, który jednocześnie spełnia normy żywieniowe, jest bezpieczny, ekonomiczny, atrakcyjny sensorycznie i rzeczywiście zostanie przez dziecko zjedzony?
Moim zdaniem właśnie do tego powinno prowadzić nowe rozporządzenie.
Kierunek zmian jest potrzebny. Natomiast powodzenie tej reformy będzie zależało nie od samego przepisu, ale od jakości jego wdrożenia. Zdrowe żywienie dzieci nie może kończyć się na zapisaniu fasoli w jadłospisie – musi kończyć się pustym talerzem po dobrze przygotowanym, pełnowartościowym obiedzie.
O Autorce: mgr inż.Agnieszka Kłysz, doświadczona dietetyczka kliniczna, psychodietetyczka oraz wykładowczyni akademicka, wyróżniona za najlepszą jakość opieki medycznej wg portalu Znany Lekarz, specjalistka ds. żywienia w Centrach Badawczo-Rozwojowych Uniwersytetu Zielonogórskiego Sp. z o.o., Członkini Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości.

by